Płacze Marek Migaslki po POPiSie. A POPiS powstać nie mógł i dobrze że nie powstał. W roku 1991 KLD działające dotychczas w ramach federacyjnego PC wychodzi z PC. Na kongresie Tusk nie podpisuje chadeckiej deklaracji z Kaczyńskim. Różnice programowe czy osobiste? KLD nie wchodzi do  rządu Olszewskiego, który następnie współobala. Obala bo zły program miał rząd? Różnice programowe czy osobiste? KLD wchodzi do UW. Potem tworzy rząd z AWS. W 2000 roku UW wychodzi z rządu. Wchodzi Kaczyński. Robi szoł medialny tworzy PIS, rozwalając AWS. Tusk rozwalając UW tworzy PO. Gracze od lat stają naprzeciw siebie. Że mówią po Rywinie o nowej RP? Każdy by mówił. W 2005 wystarczyło nie być z SLD by brać w sieci wyborców. Że mamili wspólnym projektem? Bo SLD wygrało m.in. dzięki legendarnej kłótliwości prawicy. Teraz należało grzecznie i razem. Jak zresztą się spierać o zamykanie łapówkarzy? To niemożliwe, choć dziś już wiadomo że możliwe. IV RP nie była żadnym PROJEKTEM , nie było w tym haśle żadnej treści. Była tęsknota odczuwana przez Polaków (jak i teraz) za dobrym sprawnym Państwem. Moglibyśmy teraz nazwać taki PROJEKT podobnie: IV RP, Nowa Polska, Nasza Polska, Zdrowy Kraj, Silny Kraj. Od lat tęsknota jest jedna bo w sferze pozapolitycznej Polacy radzą sobie świetnie. Tylko z jakością polityki wciąż licho. Tak więc znając losy Tuska i Kaczyńskiego , ich wzajemne spotkania, niespotkania, gry wejścia i wyjścia, nie można było wierzyć w POPiS bo było jasne, że różnice osobiste Tuska i Kaczyńskiego nie są do przeskoczenia. Tego nie mogło być, i nie ma czego żałować, bo żałowanie POPiSU stawia analizę polskiej polityki na poziomie ciotki wiecznie rozpominającej jak to nie wzięła milionera a wszyscy wiedzą, że był to drobny geszefciarz. Wolałbym usłyszeć , i książkę przeczytać- dlaczego w Polsce na poziomie myśli nikt nie stworzył projektu Polski, który porwałby wyborców a pęd ku jego realizacji trwałaby mimo przemijających gęb polskiej polityki. A jest u nas tak, że co gęba to projekt, a żadne gęby nie są w stanie stworzyć projektu poważniejszego niż paplanina o tradycji dziadków, której nie wolno sprzedać, sprywatyzować, rozkraść. Paplanina PO z roku 2007 była nieco bardziej współczesna i rozbudowana niż paplanina z roku 2005, która sprowadzała się do zawsze pięknego „zamkniemy złodziei”.

I te emocje, które zawsze towarzyszą POPiSOwi, kto, co, dlaczego, oszukał, zdradził. Przecież płakanie po POPisie to konwent św. Katarzyny w czystej postaci: piękny cel, wspólne wartości ale nie potrafimy policzyć głosów kto został wybrany na kandydata. Kukiełki z konwentu wciąż sieją grozę w polskiej polityce a rozpamiętywacze podają naszym mózgom serotoninę w postaci POPiS. O co chodzi?

Napiszcie program, jak poradzić sobie z elementarnymi problemami, które leżą od lat: służba zdrowia, ubezpieczenia społeczne, drogi, edukacja, sądownictwo . Czy nie dostrzegacie strasznej prawidłowości, że wszystkie te obszary to czysto państwowe sprawy. Polacy sobie radzą o państwo słabnie coraz bardziej. Jest szansa że przestaną sobie radzić bo państwo stanie się potężnie słabe. A my płaczmy po POPiSie.